Blog > Komentarze do wpisu

Patrząc na Monikę (na zdjęciu) i siebie przy okazji…

Patrząc na Monikę (na zdjęciu) i siebie przy okazji…

 

…myślę, że kobiety w obecnych czasach mają bardzo pod górkę. A wszystko przez płeć przeciwną a zarazem przedziwną. Ukochany mężczyzna komplikuje najprostsze rzeczy, które wydawałoby się, że same się rozwiążą, a jednak jest inaczej - powstaje saga brazylijska z domieszką ponurego dramatu skandynawskiego i krwawego horroru typu Gore.

W naszych oczach odbija się szaleństwo i desperacja. Niby wyglądamy na kobiety wyzwolone, ale jednak nie do końca (otumanione swoją szmatką /patrz zdjęcie/- nawiązując do naszych sióstr z Bliskiego i Dalekiego  Wschodu).

Szaleństwo powstaje na skutek:

  1. obserwacji  owego ukochanego delikwenta (bardzo dziwne reakcje, mimika, gesty)
  2. następnie próby przetłumaczenia co zacz miał na myśli,
  3. ewentualnego zrozumienia
  4. pogodzenia się z tym lub też nie (to drugie od razu powoduje jeszcze większy obłęd nie wiadomo u kogo bardziej)
  5. ponownego przetłumaczenia z naszego (tzw. kobiecego) na jego
  6. poczekanie na zrozumienie (najczęściej  kilka dni, bo musi przemyśleć w samotności)
  7. i albo się pogodzi, zgodzi lub nie (to drugie powoduje  proceder od nowa)

Desperacja zaś następuje przy braku chęci tłumaczenia czegokolwiek sobie i jemu. Dyktowana jest prostymi instynktami znanymi jako przestarzałe „emocje”. I nie poradzi tu nikt.

Ciekawe też są pewne nieprzewidziane, powtarzające się przygody – każda inna, a  prowadzące do lekkiego niepokoju (czytaj narastająca schiza). Mogę tu dać przykład fragment korespondencji sms-owej  pomiędzy ukochanym a ukochaną, która oczekuje stęskniona na lotnisku.:

ON: Skarb wylatujemy za pół godziny. Bardzo tęsknie. Do zobaczenia na lotnisku za dwie godzinki. Całuje.

ONA: Czekam, wyjeżdżam niebawem na lotnisko. Całuje. Pa

Po pól godzinie:

ON: Samolot odjechał bez nas. Francja elegancja k….. (to było lotnisko w tymże kraju). Dam znać o której wylecimy. Nie denerwuj. Całuję

ONA (nieco zdziwiona): Jak to bez Was? A gdzie byliście? Buziak.

ON: Skarb. Część ekipy poleciała (było ich więcej – taki służbowy wyjazd). Mnie trzepali na bramce. Całuje

ONA: Co robili? Dlaczego? Co miałeś? Oni tak, czemu Ty nie? Buziak

ON: Bo wcześniej byli przetrzepani na bramce. Air France ma przerąbane u mnie. Całuje

ONA (bezsilna): Jak to? Buzi

ON: Teraz zrobili ewakuacje. Porąbało tych Francuzów. Ja też caluje

Do powyższych punktów można by dodać jeszcze jeden: domyślić się całej niewypowiedzianej reszty.

Założenie przecież jest takie, że kobieta (związana emocjonalnie) wszystko wie bez niepotrzebnych słów. I zapewniam, że bardzo się stara choć może oczywiście się pomylić, co prowadzi do jeszcze ciekawszych wydarzeń, niekoniecznie z happy-endem.

Nam po prostu nie wypada nie wiedzieć, nie rozumieć i nie mieć zdania, które byłoby indywidualne lecz zgodne z myślą naszego ukochanego, a przynajmniej by tak to pojmował…

 

Jest jeszcze wiele innych aspektów życia powodujących większą lub mniejszą wyżynę, dolinę czy całkowitą depresję (dzieci, praca, itp.), ale o tym potem… w każdym razie nigdy nie jest równo na tej Ziemii…ale nie w tym jest rzecz…

Nie wiem jak Ty Moniko, ale ja i tak bardzo kocham to życie pod górkę…ALLEZ!!!

P.S. Przepraszam za tak długą nieobecność, allez wróciłam dopiero z Egiptu (co po trosze też  jest natchnieniem do tej notki). Ciekawe fotki można zobaczyć na portalu WWW.nasza-klasa.pl.

An.Zouki

 

 

 

 

 

Patrząc na Anię i na siebie na tym zdjęciu...

...zgadzam się i podpisuję pod powyższym.

Jest też tak, że niezrozumienie wynika na innych płaszczyznach. Dla przykładu:

Pewien pan od dziecka lubi filmy wojenne - nie byle jakie filmy wojenne:) Fascynują go wątki szpiegowskie, stąd w wyobraźni staje się agentem do zadań specjalnych, wywiadowcą (do szkoły na wywiadówki nie chadza, gdyż to zajęcie dla pań) Klossem, czy też innym Stirlitzem. Ale mało tego - namawia swoją partnerkę do wspólnego oglądania przygód odważnych bohaterów. Siadają i oglądają. On przeżywa, ona myśli i marzy. Kloss jej nie pasuje, bo ugania się  za kobietami (w sumie one za nim) Stirlitz  zaś: mówi mało, dużo myśli, stroni od kontaktów damsko-męskich, męsko- męskich, i w ogóle od kontaktów z ludźmi jako takich, nic nie wiadomo o tym, jakoby przebywał w domu, żonę widzi tylko raz, a i tak nie może do niej podjeść. Tylko myśli o swojej ojczyźnie, myśli i kombinuje - IDEAŁ! "Siedemnaście mgnień wiosny" mija jak jeden dzień i wszyscy są zadowoleni.

Ona, bo film okazał się nawet udany, on, bo... postawił na swoim i pokazał jej, że ma dobry gust i zna się na filmach, jak mało kto!

Ona myśli, że tych jej "wiosennych mgnień" jest już siedemnaście x2, nawet wspólnych jest trochę więcej, a on, że odniósł sukces dydaktyczny. I nie ma znaczenia, że "oglądali" inaczej.

On jest taki miły, przychodzi do niej po obiedzie i mówi, że najadł się, jak mały miś, aż mu żeberka rozpycha (takie eufemistyczne określenie zwrotu: "nażarłem się jak świnia", he he) i prosi, by mu ten brzuszek pomasować.

Ona wzruszona i poruszona, chwali giętkość, wespół z wytrzymałością, jego tkanki chrzęstno- kostnej oraz powłok brzusznych i masuje brzuszek małego misia - przecież nie chce zrobić mu przykrości. Poza tym, uważa, że to urocze... ten - przed momentem - szpieg wojenny jest teraz niedźwiadkiem, docenia wielowątkowość jego wyimaginowanych osobowości:)

Konkluzja jest taka, że on się cieszy, ona zaś zaśmiewa (wewnętrznie) ale nie wyśmiewa.

Reasumując, nie ma się nad czym umartwiać. Fakty są takie, że porozumienie płci nie istnieje, nie istnieje nawet porozumienie międzyludzkie w pełnym sensie słowa "porozumienie" , ba! człowiek nawet sam siebie nie (z)rozumie... I ja kocham to życie pod górkę, Aniu:)

Studenci filozofii przez lata uczą się, dociekają, by na końcu usłyszeć, że nikt nikogo nie zrozumie, bo każdy ma swój wewnętrzny świat i język, przy pomocy którego werbalizuje myśli i unaocznia światu to, co w nim zamieszkuje. Trzeba uznać tę sprawę za pewnik i, za przykładem Syzyfa dalej cierpliwie odgrywać rolę Prometeusza...

Ech, żeby tylko tak dowiedzieć, co on myśl o niej!

Trzeba próbować... a nuż się uda.

Jeśli nie, zawsze pozostaje nóż... i uda... się na pewno...

Słowem: BOMBA!:)

Monika.

środa, 12 listopada 2008, monizouki-sztuki

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Tomek, ds204185.ds.awf.gda.pl
2008/11/12 21:35:19
To ja może krótko:

Yyyyyyyyyy....

Dziękuję.
:|
-
2008/11/13 19:05:08
No,i myślę,że się zaczyna: już widzę jak podążają panowie na pomoc. W razie czego powiem, że się nie zgadzam! (oprócz tego, co zdążył już powiedzieć Tomek) ..... Będę się nie zgadzał później, bo, żałujcie, to znaczy szkoda, że Was tu nie ma, ale muszę iść ugościć Pana Jerzego Sosnowskiego. Spotkanie jutro o 18, może zdążycie? Pozdrawiam
-
2008/11/15 14:03:43
Ja nie będę zajmował stanowiska. Ja się bardzo cieszę, że Jesteście. Zaglądam tu w miarę regularnie i ciekaw jestem, co dalej pojawiać się będzie. Wciągająca ta Wasza kobieca natura, drogie Panie (do wszystkich Pań) :)
Tym razem i na lat kilka najbliższych z Poznania, pozdrawiam Jakub

P.S Coraz bardziej zniecierpliwiony czekam na blox MC.
-
Gość: Marysia, 22.0-24.192.121.192.host.songnetworks.se
2008/11/17 08:37:17
"Nam po prostu nie wypada nie wiedzieć, nie rozumieć i nie mieć zdania, które byłoby indywidualne lecz zgodne z myślą naszego ukochanego, a przynajmniej by tak to pojmował"
Święta prawda, Aniu! :* Ale - i tak, kocham Cię Życie, takim jakie jesteś :))) Allez! (nie chcę na szybko pisać więcej, bo temat głęboki, a ja muszę zmykać do służbowych papierów ;) ).
Pozdrowienia dla Panów! :)))
-
2008/11/19 10:20:08
Czytając Was obie, moje drogie Panie, przekonuję się po raz kolejny, że zagmatwana natura ludzka (by nie powiedzieć dokładnie - kobieca) uwielbia komplikować to, co męskiej części społeczności wydaje się tak proste jak drut miedziany na drewnianej szpuli. Świat prostych wartości jest nie dla nas. My uwielbiamy tłumaczyć sobie na nasze, to co mówią do nas nasi partnerzy. Ba, nawet próbujemy ich zrozumieć. A że nie zawsze wychodzi no cóż takie jest życie. Albo Oni inni i nie do zrozumienia. Bo niby dlaczego On się obraża, skoro chciałyśmy dobrze? Ale to nasze dobrze jest dla nich takie zagmatwane. Nie rozumieją? czyli co w narzeczu mówimy? Z drugiej jednak strony wywalić wszystko tak prosto z mostu eeeeee. to nie dla nas.
Nie, nam po prostu nie wypada być osobnikami nieskomplikowanymi. To zarezerwowane jest dla panów. My wolimy dookoła. Nie znam kobiety, która powie swojemu partnerowi wprost, że coś ją nie interesuje i już. Tak po prostu. Kluczymy dookoła tematu licząc, że on sam się domyśli, że wpadnie na wskazany przez nas trop, że dojdzie do wniosku, że może to faktycznie nie jest dobry pomysł. I jeśli to się stanie, to stajemy się przeszczęśliwe. A jak nie zrozumie trudno, widocznie nie jest tak domyślny jak my. To wszystko nie znaczy, że nie mamy swojego rozumu. Bo wiemy, że jak mu powiemy wprost, to się obrazi, a tak stosując odwieczną kobiecą taktykę - i wilk będzie syty i owca cała. Zaplątałyśmy się przed wiekami w gierki, które ciągniemy do teraz. Bo inaczej nie można. A może taka nasza natura? Ale z gierkami czy bez kochamy tych wszystkich nieskomplikowanych facetów, z ich wadami, humorami i tym poczuciem, że fajnie, że są obok. Życie raz z górki raz pod górkę łatwe nie jest, ale jakie kolorowe i w sumie ekscytujące.
Droga Aniu masz rację, że ukochani mężczyźni potrafią nam skomplikować życie. I nie zawsze wychodzi z tego latynoski serial. Czasami hollywoodzkie thrillery są mdłe i nijakie w porównaniu z dreszczem na plecach, który mrozi nas za sprawą osobistego przyjaciela. Lecz w gruncie rzeczy, po czasie zaczynamy rozmyślać, wspominać i myślimy. jak w kinie, jak w kinie. A niektórzy mają takie życie nudne i szare. I wcale nie wiadomo, czy są z tego powodu szczęśliwsi. Wiec myślę sobie ok, byleby tylko tego dreszczu na plecach zbyt wiele nie było
Ważne, żebyśmy się godziły na to, na co same mamy ochotę, co nie jest wbrew nam i co nie powoduje potem kolejnych frustracji, depresji, potoków łez bo zalejemy sobie mieszkanie, a kto nam zrobi wtedy remont? Toż przecież ów uroczy pan u naszego boku do innych rzeczy jest stworzony
-
2008/11/19 10:21:10
cd. bo się nie zmieściło

Moniko też masz rację jesteśmy po to, by chwalić, dogadzać, a swoje po cichu robić. To się nazywa dyplomacja. W tym jesteśmy doskonałe. Płci przeciwnej nie zrozumiemy, bo nie ma takiej możliwości. I nie warto nawet próbować. Ci, co próbowali, skazani zostali na porażkę. Ale koegzystencja może stać się całkiem przyjemna, jeśli zbyt dużo nie będziemy rozmyślać o zawiłościach ludzkiej duszy. Na szczęście mężczyźni też mają podobne dylematy. I też ich drażni, a czasem nawet boli, że nie rozumiemy ich, choć tak bardzo starają powiedzieć prosto o co im chodzi. Tylko może to dla nas za prosto.
Dostałam kiedyś piękne kwiaty. Oczekiwałam równie pięknych słów I co nie, nie, nic z tego - usłyszałam jedynie masz. Romantyczne to nie było. Więc zamiast rzucić się na szyję, wychwalać pod niebiosa, co pewnie zrobiłabym z przyjemnością, powiedziałam Dziękuję. Bardzo ładne. I poszłam do innego pokoju. Rozczarowanie w oczach mojego przyjaciela było wstrząsające. Przecież przyniósł mi kwiaty, sam, bez żadnego konkretnego powodu. Przecież tak się starał. A ja taka zimno-niewdzięczna się okazałam. Czy się czegoś nauczył? Nie, skądże. Ale chichotałam się potem prawie do rana, aż w którymś momencie się przyłączył. Tyle, że kwiatów już potem nie dostawałam. Przerzucił się biżuterię :)
I wiecie co, pomimo wszystko, pomimo różnic, problemów, stresów też kocham życie. Z jego małymi przyjemnościami i wielkimi smutkami. Kocham i już. I mam dowody, że Ono mnie też kocha :)