RSS
niedziela, 07 grudnia 2008

Dużo będzie i nigdy nie dość

wiary krzepkiej w to życie jak w baśń

aż po miłość co stanie ość

aż po przyjaźń co stanie się jaźń

Dużo będzie to dobrze i źle

złudzeń pięknych przejrzystych jak łza

aż po sens co stanie się sen

aż po jawę co stanie się ja

Dużo będzie niż porwie ją wiatr

niewymowy skulonej u warg

zmilczeń balsam co stanie się sam

aż po ciszę co stanie się sza...

/Mirek Czyżykiewicz/

Moniczko,

pięknych urodzin, cudownego życia!!!

An.Zouki

12:59, monizouki-sztuki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2008

Tak sobie pomyślałam, że przedstawię te wszystkie swoje ostatnie przemyślenia, wątpliwości, złości, smutki, dedukcje i wnioski wierszem (a co). Nie wiem czy Wam sie spodoba, czekam z pokorą na Waszą reakcję:

Jest słowo, które obrabiam pomiędzy wierszami

Zdegustowana prostotą jego ordynarnej klęski

Jak w oka mgnieniu pozostajemy sami

Świecąc czarnymi, pustymi oczodołami,

dziwiąc się że niema już ani jednej łezki.

 

Jest wszechświat co potężniejszy jest od  wiary

Ziemia na której wciąż nie mogę znaleźć jednej ścieżki

Zbyt ubita i zimna ta gleba, by złożyć moje światy

Dotknąwszy ciała, gasną wszystkie gwiazdy

pokładam się na niej obok wyschniętej rzeki.

 

Są sny nieskończone i jeszcze nie wyśnione,

W nich odbija się obłęd, jak wieczne echo

Wspomnienie, ulepionych skrzydeł, urojonych.

Rosły wciąż tak piękne, radośnie umajone

Świat, który istniał jeszcze wtedy i błękitne niebo.

 

Są wiersze, którym też pochylam się w pas

Zapisane słowo jak dziecko hałaśliwie rośnie

Czy to dla trupa, któremu skończył się Czas?

Jak zbrodnia powtarzane, że stworzone dla Nas

Pamięć śmiertelnego geniuszu,  muzy co była we śnie.

Anna Zouki

17:11, monizouki-sztuki
Link Komentarze (2) »
środa, 12 listopada 2008

Patrząc na Monikę (na zdjęciu) i siebie przy okazji…

 

…myślę, że kobiety w obecnych czasach mają bardzo pod górkę. A wszystko przez płeć przeciwną a zarazem przedziwną. Ukochany mężczyzna komplikuje najprostsze rzeczy, które wydawałoby się, że same się rozwiążą, a jednak jest inaczej - powstaje saga brazylijska z domieszką ponurego dramatu skandynawskiego i krwawego horroru typu Gore.

W naszych oczach odbija się szaleństwo i desperacja. Niby wyglądamy na kobiety wyzwolone, ale jednak nie do końca (otumanione swoją szmatką /patrz zdjęcie/- nawiązując do naszych sióstr z Bliskiego i Dalekiego  Wschodu).

Szaleństwo powstaje na skutek:

  1. obserwacji  owego ukochanego delikwenta (bardzo dziwne reakcje, mimika, gesty)
  2. następnie próby przetłumaczenia co zacz miał na myśli,
  3. ewentualnego zrozumienia
  4. pogodzenia się z tym lub też nie (to drugie od razu powoduje jeszcze większy obłęd nie wiadomo u kogo bardziej)
  5. ponownego przetłumaczenia z naszego (tzw. kobiecego) na jego
  6. poczekanie na zrozumienie (najczęściej  kilka dni, bo musi przemyśleć w samotności)
  7. i albo się pogodzi, zgodzi lub nie (to drugie powoduje  proceder od nowa)

Desperacja zaś następuje przy braku chęci tłumaczenia czegokolwiek sobie i jemu. Dyktowana jest prostymi instynktami znanymi jako przestarzałe „emocje”. I nie poradzi tu nikt.

Ciekawe też są pewne nieprzewidziane, powtarzające się przygody – każda inna, a  prowadzące do lekkiego niepokoju (czytaj narastająca schiza). Mogę tu dać przykład fragment korespondencji sms-owej  pomiędzy ukochanym a ukochaną, która oczekuje stęskniona na lotnisku.:

ON: Skarb wylatujemy za pół godziny. Bardzo tęsknie. Do zobaczenia na lotnisku za dwie godzinki. Całuje.

ONA: Czekam, wyjeżdżam niebawem na lotnisko. Całuje. Pa

Po pól godzinie:

ON: Samolot odjechał bez nas. Francja elegancja k….. (to było lotnisko w tymże kraju). Dam znać o której wylecimy. Nie denerwuj. Całuję

ONA (nieco zdziwiona): Jak to bez Was? A gdzie byliście? Buziak.

ON: Skarb. Część ekipy poleciała (było ich więcej – taki służbowy wyjazd). Mnie trzepali na bramce. Całuje

ONA: Co robili? Dlaczego? Co miałeś? Oni tak, czemu Ty nie? Buziak

ON: Bo wcześniej byli przetrzepani na bramce. Air France ma przerąbane u mnie. Całuje

ONA (bezsilna): Jak to? Buzi

ON: Teraz zrobili ewakuacje. Porąbało tych Francuzów. Ja też caluje

Do powyższych punktów można by dodać jeszcze jeden: domyślić się całej niewypowiedzianej reszty.

Założenie przecież jest takie, że kobieta (związana emocjonalnie) wszystko wie bez niepotrzebnych słów. I zapewniam, że bardzo się stara choć może oczywiście się pomylić, co prowadzi do jeszcze ciekawszych wydarzeń, niekoniecznie z happy-endem.

Nam po prostu nie wypada nie wiedzieć, nie rozumieć i nie mieć zdania, które byłoby indywidualne lecz zgodne z myślą naszego ukochanego, a przynajmniej by tak to pojmował…

 

Jest jeszcze wiele innych aspektów życia powodujących większą lub mniejszą wyżynę, dolinę czy całkowitą depresję (dzieci, praca, itp.), ale o tym potem… w każdym razie nigdy nie jest równo na tej Ziemii…ale nie w tym jest rzecz…

Nie wiem jak Ty Moniko, ale ja i tak bardzo kocham to życie pod górkę…ALLEZ!!!

P.S. Przepraszam za tak długą nieobecność, allez wróciłam dopiero z Egiptu (co po trosze też  jest natchnieniem do tej notki). Ciekawe fotki można zobaczyć na portalu WWW.nasza-klasa.pl.

An.Zouki

 

 

 

 

 

Patrząc na Anię i na siebie na tym zdjęciu...

...zgadzam się i podpisuję pod powyższym.

Jest też tak, że niezrozumienie wynika na innych płaszczyznach. Dla przykładu:

Pewien pan od dziecka lubi filmy wojenne - nie byle jakie filmy wojenne:) Fascynują go wątki szpiegowskie, stąd w wyobraźni staje się agentem do zadań specjalnych, wywiadowcą (do szkoły na wywiadówki nie chadza, gdyż to zajęcie dla pań) Klossem, czy też innym Stirlitzem. Ale mało tego - namawia swoją partnerkę do wspólnego oglądania przygód odważnych bohaterów. Siadają i oglądają. On przeżywa, ona myśli i marzy. Kloss jej nie pasuje, bo ugania się  za kobietami (w sumie one za nim) Stirlitz  zaś: mówi mało, dużo myśli, stroni od kontaktów damsko-męskich, męsko- męskich, i w ogóle od kontaktów z ludźmi jako takich, nic nie wiadomo o tym, jakoby przebywał w domu, żonę widzi tylko raz, a i tak nie może do niej podjeść. Tylko myśli o swojej ojczyźnie, myśli i kombinuje - IDEAŁ! "Siedemnaście mgnień wiosny" mija jak jeden dzień i wszyscy są zadowoleni.

Ona, bo film okazał się nawet udany, on, bo... postawił na swoim i pokazał jej, że ma dobry gust i zna się na filmach, jak mało kto!

Ona myśli, że tych jej "wiosennych mgnień" jest już siedemnaście x2, nawet wspólnych jest trochę więcej, a on, że odniósł sukces dydaktyczny. I nie ma znaczenia, że "oglądali" inaczej.

On jest taki miły, przychodzi do niej po obiedzie i mówi, że najadł się, jak mały miś, aż mu żeberka rozpycha (takie eufemistyczne określenie zwrotu: "nażarłem się jak świnia", he he) i prosi, by mu ten brzuszek pomasować.

Ona wzruszona i poruszona, chwali giętkość, wespół z wytrzymałością, jego tkanki chrzęstno- kostnej oraz powłok brzusznych i masuje brzuszek małego misia - przecież nie chce zrobić mu przykrości. Poza tym, uważa, że to urocze... ten - przed momentem - szpieg wojenny jest teraz niedźwiadkiem, docenia wielowątkowość jego wyimaginowanych osobowości:)

Konkluzja jest taka, że on się cieszy, ona zaś zaśmiewa (wewnętrznie) ale nie wyśmiewa.

Reasumując, nie ma się nad czym umartwiać. Fakty są takie, że porozumienie płci nie istnieje, nie istnieje nawet porozumienie międzyludzkie w pełnym sensie słowa "porozumienie" , ba! człowiek nawet sam siebie nie (z)rozumie... I ja kocham to życie pod górkę, Aniu:)

Studenci filozofii przez lata uczą się, dociekają, by na końcu usłyszeć, że nikt nikogo nie zrozumie, bo każdy ma swój wewnętrzny świat i język, przy pomocy którego werbalizuje myśli i unaocznia światu to, co w nim zamieszkuje. Trzeba uznać tę sprawę za pewnik i, za przykładem Syzyfa dalej cierpliwie odgrywać rolę Prometeusza...

Ech, żeby tylko tak dowiedzieć, co on myśl o niej!

Trzeba próbować... a nuż się uda.

Jeśli nie, zawsze pozostaje nóż... i uda... się na pewno...

Słowem: BOMBA!:)

Monika.

11:26, monizouki-sztuki
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 października 2008

 

     Foto. Miro Bestecki

  

                              

To już nie pierwszy dzień i nie ostatni…

Mój pobyt u Ani dobiega końca. Za kilka godzin zajmę miejsce w pociągu relacji Warszawa -Szczecin
i pozostaną tylko miłe wspomnienia( a także obrazki z dworca )

- Kiedyś powrócisz do domu, no właśnie, usiądź ( jesteś przy oknie )  i zastanów się chwilę…tylko tyle.

- Świetnie! Aniu, siedzisz obok mnie (na odległość dłoni) i nakazujesz mi coś napisać. I co ja mam robić?;)

- Moniu, nauczyć się przede wszystkim trafiać w klawisze i skupić na treści. Te pierwsze kilka zdań zajęło nam chyba z pół godziny.

-Wszystko to Twoja, tylko Twoja wina… ponieważ cały czas mnie rozśmieszasz. Powinnyśmy wyjaśnić czytającym w jakim celu założyłyśmy nasz Blox.

- Jak to w jakim? – po to, by pisać.

- I żeby nas czytano. Czyż nie?!

- No to zacznij coś pisać, co mają czytać?

- Zacznę jak wrócę do domu (i do siebie).

- A dziś po prostu rozgrzewka (gimnastyka - bez zbędnych pytań)

 

Pozdrawiamy i do zobaczenia niebawem.

Monika Nicowska

Anna Kieszek

 

P.S. Annie też mylą się klawisze.

03:03, monizouki-sztuki
Link Komentarze (7) »
piątek, 17 października 2008
test
12:35, monizouki-sztuki
Link Komentarze (1) »